Gim2 (Gizman2) - blog z życia codziennego i nie

Sierpień 2017

Cyfrowy Mistrz

Jakoś tak się złożyło i przez wiele ostatnich tygodni nie spotkaliśmy się ani razu. W życiu każdego z nas zaszły znaczące zmiany, więc tym bardziej wypatrywałem tego - krótkiego, ale jednak - pleneru.

Spotkaliśmy się w centrum Miasta, w dość kulturalnym miejscu. Pierwsze spojrzenie - i szok. Mistrz zapuścił wąsy! Drugie spojrzenie - szok! Mistrz się uśmiechnął promiennie na przywitanie! O, do licha, świat pędzi do przodu - pomyślałem ponuro i podszedłem bliżej przywitać się grzecznie.

Nie omieszkałem zanotować, że prócz wielkiego telefonu (czy smartfonu, zresztą, jakkolwiek to się zwie) Mistrz jest wyposażony w ogromną, nowoczesną cyfrówkę znanej marki, z długim szkłem typu zoom. Z boku smętnie zwisała nieduża torba ze średnim formatem.

No i taki był początek. Potem było coraz lepiej.

– Ale dlaczego zacząłeś używać cyfrówki? Szczególnie takiej — indagowałem — przecież to jest wielkie, rzuca się w oczy, jest głośne i ogólnie jeden reset i nie masz zdjęć!

Przestał pstrykać kolorowe wieczorowy kadry Miasta i spojrzał na mnie krzywo.

– Nic nie rozumiesz. Tu nie chodzi o jakieś wydumane idee, tylko o to, co komu jest potrzebne. Popatrz: możesz zrobić tu zdjęcie tego maluszka bawiącego się z tatą? A ja mogę! — i pstryknął fotkę.

Oczywiście nie mogłem zrobić zdjęcia. Mały człowieczek miał koło 3 lat, ruszał się jak na swój wiek przystało, a lampy oświetlały scenę na tyle, że przy super-hiper-szybkim filmie 1600, jaki miałem, i obiektywie otwartym na maksa (F/2.8) mogłem najwyżej mażyć o 1/8s bądź 1/15s. Wzruszyłem ramionami i odwróciłem się szukając kadru dla siebie.

– O, albo zobacz tu. Zwykle robię w takich warunkach na ISO6400, ale co mi przeszkadza ustawić iso dwadzieścia pięć tysięcy? Nic! No, może trochę szumy. Ale zdjęcie zrobię! — i pstryknął fotkę krzakom.

– Poza tym — kontynuował z wizjerem przy oku — to tu — dodał wskazując na cyfraka — to jest coś, co noszę, bo muszę. Moja praca tego ode mnie wymaga. Ale to — wskazał na torbę ze średnim formatem — to jest numero uno!

Popatrzyłem na niego i nic nie mówiąc ruszyliśmy dalej. Dyskusja - dzięki unikaniu tematu sprzętu, jakim się posługiwał, jakoś się posuwała naprzód. Starałem się nie naciskać i - będąc miłym - nie zwracać uwagi na fakt, że pstryknął już ze 40 fotek (w tym 8 pustym krzakom), a jego “numero uno” nawet nie miało szans odetchnąć żywym powietrzem. No więc sobie gadaliśmy dobrą chwilę, jak za dawnych czasów.

Jednak nic, co dobre, nie trwa wiecznie, prawda?

– Bo widzisz, a propos takiej ciemni, jak kiedyś jeden z drugim mieli w wielkich wozach - no to teraz popatrz tu. On ma mini-fotoszopa wbudowanego! — objawił mi tryumfalnie wskazując na LCD swojego aparatu. — Patrz, patrz, mogę zmienić balans bieli, skadrować, a nawet zrobić jaśniej, ciemniej czy inne takie!

Milcząco wpatrywałem się w sylwetkę Mistrza pochyloną nad świecącym ekranikiem. Wyczuł coś, bo powoli się wyprostował i zauważył mój wyraz twarzy. Nie miałem w tym momencie zbyt dobrego zdania o tej jego fascynacji i najwidoczniej było to wyraźnie widoczne.

– Ty pedale! — rzucił mściwie.

Aż się roześmiałem. W sumie, to cieszę się patrząc na te zmiany. Mistrz zachowuje się zupełnie tak, jakby sobie znalazł młodszą o 20 lat nową kochankę, a to - jak podają różne źródła - niezwykle pozytywnie wpływa na zdrowie i ilość lat życia mężczyzn. No to niech mu będzie na zdrowie!

Szkoda tylko, że nie potrafił zauważyć świetnego kadru, jak pochylony nad LCD cyfraka pstrykał coś w nim uparcie. Szkoda też, że ja - który zauważyłem ten kadr - miałem właśnie przed chwilą “cykniętą” ostatnią klatkę, więc zdjęcia zrobić nie mogłem. W sumie - na to samo wyszło.

Spójrz wstecz

Tak naprawdę usiadłem przy zagraconym stole i odpaliłem laptopa po to, by kompletnie zjechać to zdjęcie. Po prostu taki był plan. Czasem – nie za często – lubię przywalić fangę w nos. Tak też miało być tym razem.

– To zdjęcie jest nijakie — wyręczyła mnie krótko ostrzyżona blondynka w niebieskim, patrząc na fotografię. — I w ogóle, przez to, że nie jest czarno-białe, to mi się nie podoba.

Kit ci w ucho, pomyślałem sobie.

Co jest, do cholery ze zdjęciami Rudolfa sprzed lat? To akurat powstało prawie dokładnie 3 lata temu. Był czerwiec 2006. Pamiętam, że świetnie się bawiliśmy – te fotografie powstawały w wyniku dobrej zabawy i mnóstwa kombinowania.

Czasy się zmieniły na tyle, że w ostatnich miesiącach prawie nie mam czasu na takie wygłupy. Diabelsko mi tego brak. Powaga.

Spoglądam więc wstecz – nie tylko na to, ale też na inne “stare” fotografie – i…

– W ogóle, to za mało robisz zdjęć. Powinieneś robić więcej. Rozwijać się — trajkotała blondynka krzątając się wokół stołu.

Do diabła z tobą, pomyślałem.

– Gówno prawda — dodałem na głos. — Uważam, że owszem, zdjęcia robię dziś trochę inne. Ale pasuje mi to. Pasuje mi, że jest jakaś zmiana, i pasuje mi tempo, w jakim zmiany w mojej fotografii zachodzą. Nie potrzebuję motorka w dupie, żeby z roku na rok robić coraz bardziej “wypasione foty” — rzuciłem ze złością. Na kobiecie oczywiście nie zrobiło to większego wrażenia. Jak zwykle, usłyszała pewnie to, co chciała, zrozumiała w ten swój kobiecy, pokrętny sposób i poszła wziąć prysznic.

Zdjęcia z przeszłości czasem rzeczywiśie wydają się infantylne, czasem banalne, czasem nawet śmieszne i głupie. Ale jakoś lubię je wszystkie, i hmm… nie odczuwam niezdrowych emocji na ich widok, czy żadnego “dziś zrobiłbym to inaczej”. Czy to dobrze? Cholera, nie wiem.

Czy w ogóle kiedykolwiek fotograf może nabrać takiego dystansu, by oceniać obiektywnie swoje stare fotografie?

Woooolnoooo

Kwestia trzech zdjęć poruszyła mnie.
Właściwie poruszyło mnie, jak bardzo opacznie mogę zostać zrozumiany.

Wywnioskowałem błyskawicznie, że przede wszystkim jestem najzwyczajniej w świecie zbyt wolny, a przez to nieefektywny. A z czego może wynikać moja nieefektywność?
Ze sposobu myślenia - owszem, też. Ale mam niejasne wrażenie, że również z rozmiaru sprzętu - popatrzcie - takim sporym, starym i całkowicie mechanicznym aparatem nie da się zrobić szybko 50 zdjęć. Po prostu jest to fizycznie niemożliwe!

I taką właśnie ścieżką, moje myśli zaprowadziły mnie do Elsy Dorfman.
Elsa to fotograf… czekajcie, jak kobieta to nie fotograf. To co, fotograficzka? Fotografka? Fotografka chyba jest określeniem zbyt filigranowym jak na to, co prezentuje nam owa “artystka” i jej narzędzie pracy. Bo Elsa i jej aparat wyglądają tak:

Elsa Dorfman,
Portrait Photographer
elsa.photo.net

Tak czy siak, Elsa robi tym monstrum portrety.
No i sobie wyobraziłem - biorąc pod uwagę fakt, że kiedyś chciałem pobawić się wielkim formatem - ileż to czasu musi zajmować zrobienie zdjęcia takim potworem. To dopiero bym podpadał swoim koleżankom!

Oczywiście Elsa się wycwaniła, i robi na materiałach polaroidowych - i jak mi napisała, zdjęcie powstaje w 80 sekund. :)
Zresztą, sami obejrzyjcie - jak taka operacja sympatycznie wygląda.

Ale okej - wszystko fajnie.
Tylko jak to przewozić? TIRem?
I co na to moja żona?

Wnioskuję więc, że pozostaje mi poczekać, aż znajdę odpowiednią (i malutką) cyfrówkę dla siebie.
Zacznę nią kręcić filmiki, wrzucać na youtube’a, pstrykać HDRy, panoramy, co oczywiście spowoduje, że będę zmuszony porzucić i sprzedać “Zawsze Kwadrat” za 8 milionów EUR gazecie.pl albo portalowi nasza-klasa.

Osiem milionów! Wyobrażacie sobie?